|
Kto by pomyślał, że w Mińsku Mazowieckim spotykamy się już tyle sezonów? A jednak, nasze motocykle nabierają lat, które chlubnie przy każdej okazji przeliczamy, zmieniają się imprezy, na których corocznie się spotykamy. Ta ciągłość i czas umocniły - na szczęście, - mazowieckie rajdy organizowane przez warszawsko-mińsko-mazowiecki klub Magnet.
Zawsze w czerwcu odbywa się ta impreza, niemal corocznie przyciągając sporo ciekawych pojazdów. Rajdy w Mińsku Mazowieckim mają na tyle ugruntowaną pozycję, iż nie boją się tu przybyć rzesze motocyklistów. Tak też było tego roku. W bazie zameldowało się niemal osiemdziesiąt maszyn, by następnego dnia stanąć na starcie liczącej 93 km trasy. W znane z subtelnego piękna mazowieckie szlaki wkomponowano pięć punktów kontrolnych. Nie było chyba roku, by trasa wyznaczana tutaj budziła jakieś wątpliwości uczestników. Ciekawa, urozmaicona, przy tym niezawierająca zbyt dużej ilości dróg gruntowych bez wątpienia przekonała o śliczności naszego kraju, który nie przez wszystkich jest utożsamiany z turystyką. Po powrocie posiłek i zabawy zręcznościowe dla kierowców i motocykli. Ciekawe, że postanowiono obchodzić 70-lede motocykli Sokół, które gremialnie zresztą zawitały do Mińska Mazowieckiego. Ciekawe, bo rok 1935 nie stanowi specjalnego przełomu dla marki, bardziej dla jednego z modeli... Pokazy w strojach „dedykowanych" odbyły się moim zdaniem bardziej ku zadowoleniu obecnej telewizji niż dla gawiedzi czy dla samych uczestników. Tak czy inaczej było na co popatrzeć.
Poprawność imprezy zapewniały imprezy towarzyszące, włączając w to pokaz „Dzienników motocyklowych", które do niedawna gościły w kinach. Wybór nad wyraz dobry, choć w rzeczywistości film tylko połowicznie odnosi się do tematyki motocyklowej, w dalszych fazach traktując bardziej o stosunkach społecznych niż technice. Tak czy inaczej wart był uwagi, choćby ze względu na „oko-liczności przyrody", jakie tam się pojawiają. Impreza uważana przez uczestników za zdecydowanie zadowalającą miała jednak pewne elementy, które dałoby się zakwestionować: mało prób sprawnościowych z udziałem motocykla, nie do końca czytelny regulamin, brak pytań odnośnie do historii motocyklizmu czy znajomości przepisów ruchu drogowego. Miejmy nadzieję, że Magnet powróci do rajdów z serii eliminacji Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych.
Nieodłącznym elementem związanym z ruchem drogowym są wypadki, które tym razem nie oszczędziły uczestników. Na szczęście wiele złego się nie stało i „poszkodowani" o własnych siłach ukończyli rajd, niemniej taka sytuacja powinna uczulić organizatorów (i to wszystkich imprez motocyklowych) na znaczącą poprawę bezpieczeństwa rajdów, włączając w to zarówno ochronę dóbr majątkowych, jak i zdrowie uczestników.
Na koniec najważniejsza chyba rzecz: motocykle. Z wielką przyjemnością odkryłem, że przybyło wiele ciekawych pojazdów charakteryzujących się wysoką kulturą techniczną. W centrum zainteresowań niemal wszystkich znajdował się Schuttoff K500 Luxus Sport pana Marka Razowskiego. Niegodziwością byłoby jednak z mojej strony niewspomnienie innych wartych uwagi motocykli: Sokołów, BMW, IFA, grupy Junaków i innych o mniej lub bardziej wschodnim rodowodzie. Organizowana po raz kolejny wystawa motocykli - ruchoma zresztą, bo umożliwiająca krótką przejażdżkę - dodatkowo poprawiła wizerunek imprezy. Taki stan zadowala, pozwalając wierzyć, że techniczna miernota, jaką często można u nas oglądać, powoli przechodzić będzie do lamusa historii.
Po dziesięciu latach rajdów motocykli zabytkowych wiemy, czego się spodziewać po kolegach z Klubu Dawnych Motocykli „Magnet". W końcu to dzięki ich wysiłkowi bawimy się w czerwcu każdego roku. Oby ten wysiłek nie ustawał.
|